RockriderKuku prowadzi tutaj blog rowerowy

RockriderKuku

Opisuję całą wyprawę pod tytułem:

  • DST 95.00km
  • Teren 30.00km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 lipca 2008 | dodano: 20.07.2008

Opisuję całą wyprawę pod tytułem: MTB Marathon Międzygórze 19.07.08r. ;)
Zaczęło się od pracy z czwartku na piątek - od czwartku godziny 22 do piątku godziny 7.30 - pakowaliśmy gęsi ;/
Do domu, godzina snu, 10.31 pociąg do Katowic, przesiadka na pośpiech do Wrocławia, później do Długopola - w pociągu poznajemy Romka Pietruszkę - http://vitesse.bikeworld.pl/?ppg=komentarze&id=124&dzial=0 - czołowego zawodnika grupy bikeworld, oferuję, że może będzie jakieś miejsce w domku, gdzie ma nocować, więc ucieszeni tam się udajemy :)
Przemiła Pani znajduje dla nas pokój, zadowoleni zostawiamy rzeczy i jedziemy do Międzygórza zapisać się na maraton ;)
Pizza i przyjemny powrót, pierwsze 8km ciągłego zjazdu :)
Sen, 8.50 wyruszamy do Międzygórza na maraton, na starcie meldujemy się o 9.50.
Śniadanie, start GIGA, do startu 30min.
Wchodzimy w sektory i czekamy...
Poszli...
Początek trudny, MEGA i MINI startuje razem, jedziemy z Olą Dawidowicz i Mają Włoszczowską, jest też Marek Konwa...
Nie jest lekko, zmęczenie pracą daje znać o sobie...
Wspinamy się asfaltem, zjeżdżamy w teren...
Zaczyna się prawdziwy maraton...
Pierwszy podjazd trudny, trzymam się grupki mocnych kolarzy, to chyba M2 - jadą MEGA, Jeżyk zostaje na pierwszym podjeździe chyba...
W nagrodę za trud przyjemny zjazd...
Znów podjazd - tym razem baaardzo trudny, czuć w nogach pierwszy...
Jakoś daje radę, dalej trzymam się z grupką z MEGA.
Dogania mnie Dornif, na zjeździe trochę odskoczył, jadę łeb w łeb z gościem w stroju Scotta, chyba podjazd, poźniej pamiętam magiczną tabliczkę - do mety 5km.
Mówie sobie - dam radę, jadę na maksa.
Droga w dół, więc opływowa pozycja, pedałuje, na zjazdach grubo ponad 60km/h.
Ostatni zjazd - korzenie, kamienie, "półki", wyprzedzam jakąś dziewczynę, która jedzie na MEGA, kilka obrotów korbą, dalej lekko z górki, jeszcze chwila..
Wyprzedzam zawodnika w żółtej koszulce, z którym jechałem podjazd...
Zjazd w prawo, meta ostro w dół, ostatnie obroty...
META!
Ostro po hamulcach, dostaję bon i do bufetu...
Wypijam 3 kubki Powerade'a, jem banana i czekam na Jeżyka.
Przyjeżdża 7min za mną, idę zobaczyć wyniki - 3. miejsce w M1.
Niestety, później okazało się, że sędziowe się pomylili, na 3. miejsce wskakuje zawodnik MTB Żary Team i znów najgorsze dla sportowca 4. miejsce - cóż, bywa...
Ważne, że punkty do generalki są.
Powrót do domu z Domaszkowa, 19.02 pociąg stamtąd, we Wrocławiu jesteśmy o 21.20, do KFC - dwa longery, dolewka Pepsi, pociąg do Pszczymy o 23.01 - pociąg jedzie ze Świnoujścia, więc jest pełny.
Dobijamy się do ostatniego wagonu, stawiamy rower i pociąg rusza.
Śpimy na podłodze wykamani, 2.50w Pszczynie - pociąg jest za długi i nie mieści się przy peronie - wyskakujemy i jazda do domu :)
3.16 w domu :D
To się nazywa życie maratończyka :)




komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa aswpe
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]